środa, 30 listopada 2011

resztki

Pani Tanguera postanowila, tak samo jak ja, na wlasna reke zrobic takie "podkladki literowe", na ktorych dzieci moga wyklejac plasteline/mase solna, skakac, pisac. ja swoje zalaminowalam (a jakze), zeby moc z niej wielokrotnie korzystac. nastepnym razem dodam cien do literki, aby byla bardziej widoczna. tak jak to zrobila Monika. A jako obrazki do literki bede jednak wklejac przedmioty z naszego otoczenia.
Po zabawie zostaja resztki masy solnej, ktore ja wykorzystuje tak: formuje z nich cos w rodzaju pionkow, w ktorych wykrawam cyferki. na zdjeciu stopnie wysuszenia sa rozne, bo pionki pochodza z roznych sesji lepienia. pozniej w wykrojonych rowkach beda moje skarby prowadzily kredki, tudziez pisaki, nasladujac pisanie. mamy juz liczby od 0 do 9, nastepne beda literki.

przepis na moja mase solna TU.

pozdrawiam
wkropka

ida swieta

ida swieta. myslimy o przygotowaniach, prezentach, dekoracji...wczoraj mnie cos tak nawiedzilo, gdy malowalismy razem. rozlozylam na podlodze papier pakowy. malowalismy czym popadnie i co popadnie. takie wielkoformatowe wyzycie sie artystyczne. no i co, masz babo problem, bo nie potrafisz wyrzucic tych dziel sztuki. i potem sie nazbiera. wiec stwierdzilam, ze trzeba zrobic cos pozytecznego. i tak to rozlozylam dzis nowy arkusz papieru pakowego i zrobilismy po sniadaniu stempelki z ziemniakow. ja wycielam nozem choinke, a moj starszak zazyczyl sobie wykrawaczke do ciast z motywem ciuchci (coz by moglo byc innego, motywu auta nie posiadam). i tak powstal nasz papier do swiatecznych prezentow. owiniemy nim prezenty dla dziadkow. niech oni potem maja dylemat, co do pozbycia sie dziela. ale na ile ich znam, to obramuja i powiesza na scianie;)

pozdrawiam
wkropka

niedziela, 27 listopada 2011

schodki wg Ewy

wreszcie je skonczylam! schodki montessori. instrukcje wykonania znajdziecie u Ewy.

pozdrawiam i milej niedzieli
wkropka

punkt widzenia

makaron to dobra rzecz. takze jako przedmiot do "kombinowania". gdy tylko przygotowalam farbki i przynioslam troszke "rurek" moj kochany starszak zaraz zabral sie do roboty.
-"zrobimy dla mnie korale, co?" - pytam, ale nie otrzymalam juz odpowiedzi...malowal, okrecal, robil nimi szlaczki. ja w miedzy czasie przygotowalam mu taka pseudo-igle, dosc duza i poreczna dla jego raczek, a pozatym bezpieczniejsza, niz zwykla igle. pokazalam mu jak nawlekac, wiec zaczal powtarzac. to skupienie musicie sobie wyobrazic i ta mina zdradzajaca poczucie robienia czegos bardzo waznego. po jakims czasie zaczal sie przygladac calosci, bylo widac, ze jest juz gotowy i chce pokazac mi to co zrobil:
-"i jak, moje korale juz zrobione?"- pytam.
a on na to...
-"ciu-ciu!! mama patrz ciuchcia! ciu-ciu!

no przeciez to oczywiste bylo, nie wiem skad ja te korale wymyslilam...

pozdrawiam
wkropka

ps. a widzieliscie makaronowe cudenka Gosi?

sobota, 26 listopada 2011

pilka dla slonia

zgadywanke znalezlismy TU

pozdrawiam
wkropka

piątek, 25 listopada 2011

roboty drogowe

zblizaja sie swieta. w sklepach dekoracje, urzadzenia najrozniejsze do wypiekow, wykrawaczki. cuda-wianki. w zeszly weekend wypatrzylam rolke do wyrownywania ciasta. i kupilam ja od razu, bo wiedzialam, ze wykorzystam ja w raczej inny sposob. dzisiaj, w poprzednim poscie, pisalam o planach drogowych mojego syna. wiec postanowilam wykorzystac rolke. jeszcze nie zdazylam dokonczyc niespodzianki, a zostala przez niego w mig odgadnieta. "mama, to jest ulica". pierwszy krok zrobilam ja, reszte sieci ulicznej zrobil sam. trzeba bylo tylko uwazac, co by sciany uratowac ;) zabawy bylo sporo. jezdzilismy tak po wielkiej dywanowej obwodnicy. ale gdy po jakims czasie rolka przemienila sie w mlotek, trzeba bylo zakonczyc zabawe ;) obylo sie bez scen rozpaczy. to dobrze, rolka juz sie poprostu znudzila. moze kiedys przypomnimy sobie o niej znowu.

a przed nami weekend!
pozdrawiam
wkropka
Link

urbanista

samochody to bardzo wazna sprawa w zyciu naszego starszaka. nawet przed spaniem ustawia sobie pudelko z nimi przy lozku. czasami wymysla jakies scenki i tak siedzi naprzeciwko dwoch samochodow, ktore ze soba "rozmawiaja". nauczylam sie juz wymyslac zabawy w oparciu o ten przedmiot, np. segregowanie wg.: koloru, wielkosci, typu. jak juz sie konczy temat sam w sobie, to trzeba wymyslac otoczenie. i tu moj starszak ma juz bardzo ugruntowane zdanie, co do przebiegu ulic i ilosci domow, itp. ja tylko wykonuje zamowienie. i jesli sie znudzi, zawsze mozna cos zrobic od nowa. co jakis czas powstaje nowe miasto.

miedzy samochodami znalazl ostatnio swoje miejsce maly stateczek. ktoregos dnia zaginal...
-"mama, keine ahnung gdzie jest ay ay captain! " (tlumaczenie: mama nie wiem, gdzie jest statek? - taki trojjezykowy miszmasz, tylko nie wiem skad ten angielski?)
- "mama, poszukamy...." i za chwile: "gefunden! (znaleziony)
moj kochany poliglota....

pozdrowienia
wkropka

czwartek, 24 listopada 2011

rybak


najlepsze sa najprostsze i najtansze zabawki (no chyba, ze sie majatek wydaje na folie do laminarki ;) ). mase solna mozna zrobic w kazdej chwili, jesli sie tylko ma skladniki. widzialam juz wiele przepisow na mase. ja od dawna uzywam jednej i jak na razie sie sprawdza. starszak jest zwykle zadowolony.

100g maki
100g soli
60ml wody
(moze byc farbka zywnosciowa)
sezon grzewczy sprzyja wysychaniu masy.

no i w ten sposob moj synek moze sie pochwalic umiejetnosciami wedkarskimi. wedka jest zrobiona ze starego popsutego pedzelka.
to jak, idziecie tez na ryby?

pozdrawiam
wkropka

p.s. wyglada na to, ze w najblizszym czasie nie obejdzie sie w postach bez slowa "laminarka";)

środa, 23 listopada 2011

laminiara

od trzech dni jestem szczesliwa posiadaczka laminarki. nie wiem jak do tej pory moglam bez tego zyc...;) razem ze starszakiem laminujemy co sie da. moj maz, ktory obdarowal mnie tym cudem, stwierdzil tylko, ze mamy w tym amoku nie zalaminowac jego ksiazek. kolorowe karteczki jak u Ewy juz mamy i pare innych drobnostek. ja zrobilam jeszcze takie karteczki z przezroczystej bibuly. karteczek jest 4, koloru jasnozielonego. pierwsza karteczka ma jedna warstwe bibulki, druga dwie, trzecia trzy(plus kawalek starszakowego wlosa), czwarta cztery, co oznacza ze roznia sie od siebie odcieniem pojedynczej bibulki. fajna zabawa "pod lampe" albo przy oknie.
to ja zmykam laminowac, bo mam duuuuuzy zapas folli...;)

pozdrawiam
wkropka

p.s to ostatnie zdjecie mialo wyladowac latem na moim craftowym blogu. bardzo lubimy bibulki i zabawe ze swiatlem...

czwartek, 17 listopada 2011

hipo-histeria

hompintam to w tlumaczeniu z jezyka mego starszaka, hipopotam. i tu zaczyna sie pewna historia, historia histerii. a bylo to tak. dawno temu kupilismy naszemu synkowi kubeczki do picia, ladne, ozdobione zwierzatkami. synus na poczatku i tak ich nie lubil. nic nie bylo w stanie zastapic jego swietej butelki ze silikonowa slomka. az pewnego razu nie zauwazyl roznicy, ze na stole stoi kubek. i zaczal pic. pije i nagle cos nie tak...odwrocil sie do mnie i pytajaco sie zwraca:
-mama, gdzie jest hompintam?
ja raczej przygotowana na: gdzie moja butelka, stanelam jak wryta...
-jaki hipopotam?- jakas intuicja podpowiedziala, ze chodzi o to, co na kubku jest...na kubku, ktory wlasnie trzymal, panoszyl sie jezyk. czy on mial kubek z hipkiem?
tuz za mna:
-mama hompintam, mama hompintam...
i tak coraz glosniej. przelecialam wzrokiem po jego kubkach i nic, hipka nie ma...
-HOM-PIM-TAM!
zaczelam wyciagac wszystkie kubki po kolei, hipka nie ma, przejrzalam butelki...owieczki sa, ale hipcie?
-HOOOOMMM-PPIIIIINNN-TAAAAAAAM!
jednego kubka brakowalo, tylko gdzie on jest? w zmywarce nie ma, moze gdzies zachomikowal w zabawkach...szybko do pudelka z zabawkami, nie ma, nigdzie nie ma...
-HOOOOMMM-PPIIIIINNN-TAAAAAAAM!
dzwonie do meza, jedenego kubka juz nie ma, bo spadl i sie roztrzaskal, ale to byl kubek ze zabka...
-HOOOOOOOOOMMM-PIIIIIIIIIIIIIIIIIN-TAAAAAAAAAAAM!
tym krzykiem wystraszony obudzil sie maluch i krzyczy tez, bo nie wie co sie dzieje, biore go na reke. i tak zaczynam szukac dalej...
-syneczku, moze chcesz bajke obejrzec? -probuje zmienic temat...wlasnych mysli nie slysze...
-HOOOOOOOOM-PIIIIIIIN-TAAAAAAAAAAAAAM!
-a moze chcesz czekoladki? -nic, dziwne, bo to powinno zadzialac. na rece drze sie braciszek, ktory pojecia nie ma, o co chodzi.... w koncu wyciagam wszystkie kubeczki i klade przed starszakiem....
-oo! moj hompintam...!
gdzie ja sie pytam byl ten hompintam? synus wzial kubeczek ze soba i zaczal przelewac zawartosc z kubka z jezykiem do kubka z domniemanym hipkiem...no i nie trafil...moze dwie krople wyladawaly w wymarzonym naczyniu. syn wzial oba kubki ze soba, wrzucil do zlewaka, stwierdzil: "mama jest brudne", zabral butelke z rurka i sobie poszedl...a ja stoje wryta...mlody tez sie uspokoil, obserwujac starszego brata.
ciekawa bylam, co to za kubek ...na moj gust z owego kubka usmiechal sie niefortunnie narysowany ...osiolek... no matka i gdzie twoja wyobraznia, to mogl byc przeciez naprawde hompintam...mlodszy zaczal sie smiac...i ja z nim....swiat znow wrocil do porzadku...

byle sobie kiedys nie przypomnial o kubku z zabka....;)

pozdrawiam
wkropka von BILDschön

wtorek, 15 listopada 2011

schnuppertag

schnuppertag to dzien, w ktorym dzieci moga w celach poznawczych "poobwachiwac" (doslowne tlumaczenie ;) !) zakatki przedszkola, tudziez siebie nawzajem. takie bowiem kroki poczynilismy wczoraj. podejrzewalismy niesmialosc naszego pierworodnego, uczepienie sie nogi, placzu lub tez proby ucieczki...a tu nowosc...po 15 minutach mielismy wrazenie, ze chyba by nie zauwazyl, gdybysmy wyszli...ale czy ten pierwszy dzien, kiedy zostanie tam bez nas, przebiegnie tak samo?...no mi, w kazdym badz razie, bedzie krajac sie serce...czuje ogromny respekt przed tym dniem...
tymczasem aktywnie spedzamy czas ze soba, ile wlezie... na zdjeciu: zabawa w kontrole radarowa ;) hehe

pozdrawiam
wkropka von BILDschön

niedziela, 13 listopada 2011

na zakupach

sobota jest dniem zakupow. na spokojnie (albo i nie, w zaleznosci od humoru polroczniaka, ktory jak sie okazuje, nienawidzi fotelika samochodowego i ciemnosci panujacej juz popoludniami). jesli juz wogole sie nie da, to jedzie tylko tata ze starszakiem. i tak tez bylo tydzien temu.
tata skrzetnie odhaczal pozycje z listy zakupow, syn pomagal (fakt, ze nie sciaga niczego z polek=pomoc, w zupelnosci starczy). przez market trzeba tylko uwaznie przemykac, w odpowiedniej chwili odwracac uwage pierworodnego, bo on dobrze pamieta, gdzie sa polki z traktorkami. a terroryzowac o swoj cel to on potrafi.
my z maluchem czekalismy w domu. az doczekalismy sie. synus wbiega do pokoju i wola:
-"mama, mama, wiesz co...tata byl na KUPACH...!!!!"


hmmm...nic nie bylo czuc...;D

pozdrawiam
wkropka von BILDschön

p.s. a w raczce trzymal moj synus swoj nowy traktorek...tata dal sie zlamac...

sobota, 12 listopada 2011

kope lat....

gdyby ten blog byl ksiazka, to wlasnie wyciagnelabym go z najciemniejszego zakatka regalu, zdmuchnela warstwe kurzu i....zaczela kaszlec, bo tak zwykle na kurz reaguje...co prawda, udzielam sie na innym blogu... chociaz ostatnio nie czesto, bo sie po prostu nie da ;) moze okresle to inaczej: tamten blog jest bardziej "craftowy" ...i choc na kreatywnosc miejsce w mozgu jest, ale nie na zegarku ;) bo tak jak mi sie koniecznie chce cos stworzyc, to dzien nie koniecznie chce miec 36 godzin. czasem takie "craftowanie" bywa glosne, wiec nadrabianie tego noca nie wypada....cisza nocna i juz...a gdy sie pisze, to tylko klawiatura cicho"pyka", przynajmniej te guziczki, ktorych nie udalo sie urwac moim malcom.
malcow mam dwoch, jeden wiekszy= juz prawie dorosly, bunt trzylatka, zazdrosc o mlodsze rodzenstwo=pelen program; drugi mniejszy = polroczny, wlasciciel napuchnietych dziasel i fanatyk nieustannego ssania, wpatrzony w brata jak w obrazek.
mama mowi " nie wolno, uwaga, kocham cie" po polsku, tata to samo po niemiecku....i wynikiem tego sa stwierdzenia typu: "mama patrz mucha kaputt, siehst du?", tudziez "mama idziemy na hustawki, komm anziehen"

czas leci nieublaganie...to juz pol roku jak jestesmy we czworke....

z nocnym pozdrowieniem z nadzieja, ze w ten weekend zadne z nas sie nie rozlozy ( katary sa trendy) wita was

wkropka von BILDschön