czwartek, 17 listopada 2011

hipo-histeria

hompintam to w tlumaczeniu z jezyka mego starszaka, hipopotam. i tu zaczyna sie pewna historia, historia histerii. a bylo to tak. dawno temu kupilismy naszemu synkowi kubeczki do picia, ladne, ozdobione zwierzatkami. synus na poczatku i tak ich nie lubil. nic nie bylo w stanie zastapic jego swietej butelki ze silikonowa slomka. az pewnego razu nie zauwazyl roznicy, ze na stole stoi kubek. i zaczal pic. pije i nagle cos nie tak...odwrocil sie do mnie i pytajaco sie zwraca:
-mama, gdzie jest hompintam?
ja raczej przygotowana na: gdzie moja butelka, stanelam jak wryta...
-jaki hipopotam?- jakas intuicja podpowiedziala, ze chodzi o to, co na kubku jest...na kubku, ktory wlasnie trzymal, panoszyl sie jezyk. czy on mial kubek z hipkiem?
tuz za mna:
-mama hompintam, mama hompintam...
i tak coraz glosniej. przelecialam wzrokiem po jego kubkach i nic, hipka nie ma...
-HOM-PIM-TAM!
zaczelam wyciagac wszystkie kubki po kolei, hipka nie ma, przejrzalam butelki...owieczki sa, ale hipcie?
-HOOOOMMM-PPIIIIINNN-TAAAAAAAM!
jednego kubka brakowalo, tylko gdzie on jest? w zmywarce nie ma, moze gdzies zachomikowal w zabawkach...szybko do pudelka z zabawkami, nie ma, nigdzie nie ma...
-HOOOOMMM-PPIIIIINNN-TAAAAAAAM!
dzwonie do meza, jedenego kubka juz nie ma, bo spadl i sie roztrzaskal, ale to byl kubek ze zabka...
-HOOOOOOOOOMMM-PIIIIIIIIIIIIIIIIIN-TAAAAAAAAAAAM!
tym krzykiem wystraszony obudzil sie maluch i krzyczy tez, bo nie wie co sie dzieje, biore go na reke. i tak zaczynam szukac dalej...
-syneczku, moze chcesz bajke obejrzec? -probuje zmienic temat...wlasnych mysli nie slysze...
-HOOOOOOOOM-PIIIIIIIN-TAAAAAAAAAAAAAM!
-a moze chcesz czekoladki? -nic, dziwne, bo to powinno zadzialac. na rece drze sie braciszek, ktory pojecia nie ma, o co chodzi.... w koncu wyciagam wszystkie kubeczki i klade przed starszakiem....
-oo! moj hompintam...!
gdzie ja sie pytam byl ten hompintam? synus wzial kubeczek ze soba i zaczal przelewac zawartosc z kubka z jezykiem do kubka z domniemanym hipkiem...no i nie trafil...moze dwie krople wyladawaly w wymarzonym naczyniu. syn wzial oba kubki ze soba, wrzucil do zlewaka, stwierdzil: "mama jest brudne", zabral butelke z rurka i sobie poszedl...a ja stoje wryta...mlody tez sie uspokoil, obserwujac starszego brata.
ciekawa bylam, co to za kubek ...na moj gust z owego kubka usmiechal sie niefortunnie narysowany ...osiolek... no matka i gdzie twoja wyobraznia, to mogl byc przeciez naprawde hompintam...mlodszy zaczal sie smiac...i ja z nim....swiat znow wrocil do porzadku...

byle sobie kiedys nie przypomnial o kubku z zabka....;)

pozdrawiam
wkropka von BILDschön

6 komentarzy:

  1. Rozbawiłaś mnie do łez tym opisem. Też mam podobne wspomnienia w swojej kolekcji ;-)))
    Grunt, że podbramkowa sytuacja została zażegnana ;-))

    Pozdrawiam ciepło i dziękuję za namiary na wzorniki ;-)

    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  2. juz sie zastanawiam nad kupnem tego kubka z zabka ;) zeby w razie czego po prostu go miec ;)

    pozdrawiam rowniez :) nadal szukam swoich wzornikow...jak potrzeba to sie pochowaly...
    wkropka

    OdpowiedzUsuń
  3. Wkropko - plan działania na wypadek przypomnienia sobie o kubku z żabką wskazany:)
    Swoją drogą - zachwycająca i zabawna musiała być taka rozmowa dorosłych ludzi na kartce:)
    To a propos Twojej anegdoty:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Grazko,

    ta rozmowe to zaczeli z pomoca elektronicznego tlumacza, jako pierwsze chcieli przetlumaczyc imie mojej mamy-Marysia, ale przetlumaczylo "Marihuana", wiec zdecydowali sie na kartke i dlugopis ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Grazko,

    jak zalaminujesz ekran to go bedzie mozna latwiej czyscic ;)

    OdpowiedzUsuń