piątek, 2 grudnia 2011

pierwsze proby

od jakiegos czasu interesujemy sie metoda dr. Montessori. juz cos tam wiemy, ale jeszcze nie wszystko. ja pochlaniam wiedze o metodzie, jak swieze buleczki, starszak pochlania ze mna. na pewno ja robie wiele bledow, ale w sumie dla mnie liczy sie w danej chwili radosc, jaka ma moj syn. jak on probuje, jak bardzo sie stara, i jak sie zlosci, gdy cos nie wychodzi. ja jestem obok i obserwuje, daje wskazowki, pomagam w ostatecznosci. i ja musze sie tez jeszcze wiele nauczyc.
co udalo mi sie stwiedzic, to fakt, ze zabawy z kartami, ze sylabkami, czasem go "nie ruszaja", ale jak tylko przychodzi do czesci praktycznej, to nawet nie trzeba nic mowic, przychodzi z ochota.
jakis czas temu wyprobowalismy transfer z uzyciem pipety. myslalam, ze bedzie dla niego za mala (tylko taka mialam w domu, co do tych "szklanek"-to odkurzone kieliszki z posagu ;) -kurza sie, bo my niepijacy z mezem ), no i "przelewalismy" ta pipeta kolorowa wode. i frajda byla...5 minut...potem wpadlo mu do glowy, ze za pomoca pipety bedzie transferowal obrazek na kartke. na koncu woda zostala przetranserowana wszedzie, gdzie sie dalo...i jak to u dzieci bywa...15 minut zabawy=45 minut sprzatania ;)
wiec gdyby ktoras z was zauwazyla, gdzie i jakie bledy robie w wykonywaniu zadan, to prosze o komentarz, z gory dziekuje.
przed nami weekend!

pozdrawiam
wkropka

p.s. co do tych kieliszkow, mam nadzieje, ze jak kiedys trafimy na jakas rodzinna impreze i sie juz kieliszki zdarza, to nie bedzie chcial z nimi niczego transferowac. jeszcze ma czas...duuuuzo czasu...

1 komentarz:

  1. he he my z mężem też nie pijący a kieliszki posiadamy z prezentów ślubnych i czasami też wykorzystujemy je w różnych celach.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń