sobota, 28 stycznia 2012

terminarz przedszkolaka

mowiono mi, ze tak bedzie.... i tak tez jest...
od 2 tygodni moj syn jest szanownym posiadaczem statusu przedszkolaka.... pierwszy tydzien przebiegl sympatycznie, bez jakis dramatycznych rozstan, panie zadowolone... drugi tydzien: blizej nieokreslona infekcja wirusowa, ktora przy okazji zalapal mlodszy, a tata sie doprawil tak, ze skonczylo sie na antybiotyku... oj zmogla ich temperatura, zmogla... bidulki moje... starszego trzyma do teraz... czuwamy...
wiec jak tylko dzieciaki mialy ochote, to wyciagalismy, co sie dalo do zabawy. robienie wszystkiego z niczego... ulice z kolorowych tabliczek montessori, dopasowywanie miniaturek zwierzatek do obrazkow w ksiazkach, puzzle z dinozaurami i dopasowywanie do nich miniaturek dinozaurow... rakieta z pudla, z prawdziwym swiatlem w srodku....
a wiecie, co mnie ujelo najbardziej? moj starszak uczyl mlodszego, jakie dzwieki wydaja zwierzatka... a poniewaz moj mlodszy powtarza tylko "ta-ta", to starszy caly czas go poprawial, ze tata takich "zwierzatkowych" dzwiekow nie wydaje...

starszak:
-patrz!!! muuuu!!! -pokazuje zwierzatko, tak blisko, ze az mlodszy zezowac musi ;)
mlodszy:
- ta-ta!!
starszak:
-to nie tata, to jest krowka!

oklaski

pozdrawiam weekendowo
wkropka

poniedziałek, 23 stycznia 2012

jak powstaje zabawa?

wiecie co? jeszcze niedawno myslalam, ze zabawy takie jak warsztat dla chlopcow, czy laptopy dla dzieci to zabawy edukacyjne... az nie trafilam na blogi mam, ktore prowadza edukacje domowa i mam, ktore stosuja w wychowaniu metode montessori... jak ja sie do tej pory mylilam... od tego czasu zabawki robie sama, lub inicjuje zabawy, ktore rozwija sam moj 3-letni synus. i tak nie mam juz problemu z wyrzucaniem kartonow, zawsze mozna z nich cos zbudowac i wyrzucic, gdy beda zmaltretowane doszczetnie. a wiec ostatnio dalam mu do zabawy przeterminowane mleko modyfikowane. do zabawy dostal sitko, 2 lejki roznej wielkosci, kubeczki, miseczki i jeszcze kolorowy ryz, ktory pofarbowalam juz jakis czas temu...i co? i zabawa na 1,5 godziny byla... najpierw przesypywanie mleka i ryzu lejkami, potem przesiewanie ryzu z mleka, a on potem wyszperal w swoich skarbach pingwina, bo uznal, ze snieg ma, to i pasujace zwierzeta musza byc... i bylo usypywanie sniegu... na koncu proba zbudowania igloo... poniewaz nic sie z mleka nie dalo ulepic, to przewrocil jedna z miseczek i stwierdzil, ze igloo juz jest....ja siedzialam obok i zdumiona bylam, jak kreatywna moze byc taka mala osobka...
a co do zabawek, ktore zrobilam sama... na zdjeciu listwy matematyczne... po "matematycznej" czesci nastapila faza kreatywna... i tak z listewek powstala ciuchcia, a potem proby pisania literki T... a matka wniebowzieta, mlodszy sie tylko denerwowal, ze mu bronilam male szyszki do buzi brac... i pelnil "tylko" funkcje obserwatora...

pozdrawiam
wkropka

wtorek, 17 stycznia 2012

obiezyswiat

raczkowanie pelna para...tak to sie zaczyna, a potem to kto wie, gdzie go oczy i nogi poniosa...mnie wywialo daleko od domu i jak sobie pomysle, ze mi moje chlopaki to zrobia, co ja zrobilam moim rodzicom, to mi chyba serce peknie...ja wyjechalam sie uczyc, wymarzone studia... wymarzylam sobie tym samym moja rodzine, tyle ze daleko od ojczystego domu... i staje sie swiadkiem, tego jak powstaja nowe marzenia... np. jak sie dostac do czerwonego klocka, albo co bedzie jak wyraczkuje z tego pokoju... czy tam zaczyna sie swiat? takze swiat mojego starszaka poszerzyl sie o pojecie "przedszkole"...widzicie, widzicie... juz skubance uciekaja z domu... ze to niby w celach edukacyjnych... no tak to sie zaczyna.... ach tak mnie jakos wzielo na przemyslenia...

pozdrawiamy teskniacych dziadkow i pradziadkow... niedlugo wasze swieta...
wkropka

p.s. pod mlodym znajduje sie dziecieca mapa europy: ze starszakiem szukamy na niej pippi langstrumpf, helikopterow i kosciolow, mlodszy usadawia sie na niej zwlaszcza w miejscu, ktore zaczynamy odkrywac ;) znalezienie nowych obszarow do odkrycia wiaze sie z przemiejscowieniem mlodszego w to samo miejsce...no bo on chce odkrywac z nami....

czwartek, 12 stycznia 2012

jak ten czas leci...

dotarlam do kompa...wreszcie...swieta byly zaplanowane do ostatniej minuty...z trzecimi urodzinami starszaka i chrzestem mlodszego wlacznie...oj dzialo sie, dzialo...
i takie mysli mnie znowu dopadaja, ze im starsza jestem i dzieci wieksze, tym czas szybciej leci...
no, bo starszy caly czas "nawija" kiedys po swojemu, teraz wiadomo, o co chodzi...dwujezycznie i sie przestawia jezykowo do rozmowcy...podziwiam ta umiejetnosc...a mlodszy dzis postanowil na czworaka poznac swiat i oficjanie od dnia dzisiejszego nalezy do gatunku "raczkujacych"... no i trzeba uwazac, bo z racji swych urodzin moj starszy syn, moze byc prawnie posiadaczem zabawek od lat 3...niestety mlodszego "chocking hazard" nadal obowiazuje...
tak wiec mam w domu paplajaco-raczkujacy duet...

co do paplania jeszcze: starszak lubi krotkie wierszyki...i to jeden z nich:
ja:
-w pokoiku,
on:
-na stoliku,
ja:
-stalo mleczko...
on:
-przyszedl kotek, jajka nie ma...

kurtyna

milosci w tym nowym roku zyczy wam
wkropka