czwartek, 12 stycznia 2012

jak ten czas leci...

dotarlam do kompa...wreszcie...swieta byly zaplanowane do ostatniej minuty...z trzecimi urodzinami starszaka i chrzestem mlodszego wlacznie...oj dzialo sie, dzialo...
i takie mysli mnie znowu dopadaja, ze im starsza jestem i dzieci wieksze, tym czas szybciej leci...
no, bo starszy caly czas "nawija" kiedys po swojemu, teraz wiadomo, o co chodzi...dwujezycznie i sie przestawia jezykowo do rozmowcy...podziwiam ta umiejetnosc...a mlodszy dzis postanowil na czworaka poznac swiat i oficjanie od dnia dzisiejszego nalezy do gatunku "raczkujacych"... no i trzeba uwazac, bo z racji swych urodzin moj starszy syn, moze byc prawnie posiadaczem zabawek od lat 3...niestety mlodszego "chocking hazard" nadal obowiazuje...
tak wiec mam w domu paplajaco-raczkujacy duet...

co do paplania jeszcze: starszak lubi krotkie wierszyki...i to jeden z nich:
ja:
-w pokoiku,
on:
-na stoliku,
ja:
-stalo mleczko...
on:
-przyszedl kotek, jajka nie ma...

kurtyna

milosci w tym nowym roku zyczy wam
wkropka

2 komentarze:

  1. Tak, tak...doba coraz krótsza:/ Kotek bez jajka - to jest coś:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudnie! ;-) Ach, te dzici... Mi też czas ucieka między palcami, a ja staram się tylko jak najwięcej tych cudnych chwil z Gabisiem zapisać w pamięci... ale pamięć też się starzeje, niestety...

    Pozdrawiam,
    Moni

    OdpowiedzUsuń