czwartek, 11 kwietnia 2013

rainbow ::: montessori meets waldorf


VSL i Montessori nie idą czasem w parze.
Wyobraźcie sobie dziecko, które ma tysiąc myśli na minutę. I w trakcie wykonywania zadań, przypomina sobie o czymś innym i już nie może skoncentrować się na tym, co wykonywało przed chwilą. Nie lubi powtarzania, bo szybko przyswaja sobie wiedzę. Każde powtórzenie je nudzi...
Gdy poproszone o wykonanie czegoś, w połowie drogi zapomina, tudzież zauważa coś innego, bardziej interesującego i przestaje być ważne, co tak właściwie miało zrobić... Rozpoznajmy tą sytuację, nie przypisujmy mu ignorancji, nieposłuszeństwa... Nie "marudźmy" mu, że tak jest, bo wtedy intuicyjnie samo się zamknie na nasze reakcje i dowiedziemy tym samym, że mieliśmy rację...tylko jakim kosztem...?

VSL und Montessori gehören manchmal nicht zusammen.
Stellt Ihr Euch ein Kind vor, das Tausend Gedanken pro Minute hat. Und beim Aufgaben erfüllen, erinnert sich plötzlich an was anderes und kann sich nicht mehr konzentrieren, was es eigentlich zu tun hatte. Das Kind mag Wiederholungen nicht, lernt schnell. Jede Wiederholung langweilt es... Wenn wir es bitten etwas zu erledingen, vergisst es oder lässt sich von irgendetwas ablenken... Es ignoriert nicht, es hört zu... Wir sollen das erkennen und nicht meckern. Wenn wir meckern, schliessen sich die Ohren eines Kindes zu. Das Kind grenzt sich vor den Meckereien ab... Und wir beweisen, dass wir mit der Ignoranz doch Recht hatten... Ein Teufelskreis, der niemanden glücklich macht....

wkropka

7 komentarzy:

  1. oj wkropko, znam ten typ - mój Mikołaj też myśli obrazami i jest dokładnie jak piszesz: nie lubi powtarzać zadań bo go to nudzi, w połowie drogi do toalety potrafi zacząć bawić się czymś co zainteresuje go po drodze itd.
    znalazłaś gdzieś wskazówki, jak pracować z takim dzieckiem? bo chętnie bym poczytała jeśli masz jakiś link ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdo, już pomagam... Na tym blogu zbieram wszelkie info na ten temat.... www.projektwkropki.blogspot.com, w zakładkach do góry znajdziesz, wszystko, co do tej pory udało mi się znaleźć.: all about VSL, helpful videos, currucula przykładowe itp. Bardzo cenne są wszelkie artykuły pań. Silvermann i Golon, www.visualspatial.org, www.visual-learners.com

      Usuń
    2. dzięki! będę czytać, może znajdziemy jakieś ułatwienia ;-)

      Usuń
  2. Miałam kiedyś takiego chłopca na terapii. Jego mama twierdziła , że dziennik uratował im życie. Kuba wręcz kazał, aby wszystko było opisane, dawało mu to poczucie bezpieczeństwa i logicznego i spokojnego poukładania, zaplanowania i kontroli samego siebie, zadań. Dzienniczek był takim planem (razem też robiliśmy plan, wypunktowanie, co dzisiaj robimy na zajęciach i robiliśmy szybko i wykreślaliśmy). Może pisanie dzienniczka/pamiętnika by miało jakisik sens? albo to punktowanie: to dąży do tego rytmu, o którym pisałaś (tablica z planem na dziś i wykreślanie zrobionych rzeczy).
    Ja bym nad tym nie zapanowała ale może w jakiś ważnych sytuacjach wypunktowanie sobie czegoś każdemu pomaga. Co sądzisz wkropko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Kiedyś już nawet zakupiłam odpowiedni notesik, nawet dwa... Dla każdego... Musze sobie w ten nasz rytm rodzinny wpisać " pielęgnowanie dzienniczka... Ja musze mieć takie dzienniczki, zapisuję w nich, co sie da... Inaczej bym się nieźle pogubiła ;)

      Usuń
    2. my pisaliśmy dziennik, ale... "ja to już znam, już to robiłem". To jest w ogóle hasło, które Mikołaj powinien nosić napisane na czole, nie musiałby w kółko powtarzać ;-)
      Od planu zajęć też już odeszliśmy, Mikołaj nie potrzebuje aż takiego schematu (wystarczy, że uczymy się w określone dni w określonym czasie) a dla mnie to wręcz katorga (bo lubię sobie w ostatniej chwili zmienić pomysł na naszą naukę;-))

      Usuń
    3. No to ja ze spontanicznymi zmianami mam to samo... Mam plan pewien co do naszych zajeć, kierunek pewny, ale jestem z nim "elastyczna"... VSL to sposób uczenia się, te dzieci to "prawopółkulowce" ;) ta cecha jest często dziedziczona od jednego z rodziców... Mój starszak przejął to prawdopodobnie ode mnie. Ja intuicyjnie jakoś nauczyłam się uczyć w systemie "lewopółkulowców"... Nie chwaląc się, należałam do prymusów, więc jeśli opanuje się tą sytuację, to są szanse na sukces ;)

      Usuń