środa, 10 kwietnia 2013

W.O.W. (Waldorf on Wednesday) :::: rhythm


Odkąd urodziły się moje dzieci, chciałam nauczyć się o nich jak najwięcej... Z książek, z telewizji, z internetu. Jednak najlepszym nauczycielem jest, jak zwykle zresztą, życie, które swym doświadczeniem weryfikuje niekiedy najmądrzejsze książki. "Nauk o dziecku" jest wiele... Dziwnie to brzmi ;).
Dwa nurty, które przybiły moją uwagę to Montessori i Waldorf. Zupełnie różne, ale przedstawiają dobrą alternatywę do tego, co oferuje państwowa edukacja. W Niemczech, z tego co wiem, homeschooling jest niedozwolony, w jako jedynym chyba kraju na świecie. Paranoja, bo uważam, że akurat w tym kraju homeschooling uratowałby reputację tutejszego nauczania...

Ale dlaczego Waldorf? Moje starsze dziecko i ja sama jesteśmy VSL-owcami (czytaj TU) i ciężko nam w pełnym wymiarze przeprowadzać program Montessori (specjalistką nie jestem, ale czuję się dobrze poinformowana po kursie Karen Tyler. Szczegółowo o tym, następnym razem...

Co jest ważne w pedagogice waldorfskiej?
- jednym z głównych punktów wczesnego dzieciństwa jest wypracowanie rytmu.
U noworodka jest to rytm spania, jedzenia, krótkich faz czuwania i dalej, spania, jedzenia... I tak w kółko. Potem ten rytm rozwija się do przystosowania do cyklu dnia i nocy, później do przebiegu dnia i nocy w konkretnym domu, przejęciu rodzinnych rytuałów. Ten rozwój rytmu należy wspierać, szanować i chronić. Nie należy mylić rytmu z rutyną... rutyna jest nudna...;)

Dzieci potrzebują pewności, że coś jest, że coś się zdarzy, i tą pewność daje im właśnie rytm.

Rytm to:
- przebieg dnia
- dni tygodnia (każdy dzień ma przypisaną charakterystyczną czynność, np. w przedszkolu: poniedziałek=wspólne pieczenie chleba, czwartek=eurytmika)
- miesiące
- pory roku
- urodziny
- rok liturgiczny

Dzieci lubią powtarzanie (choć czasem VSL-owskie dzieci mogą mieć z tym mały problem ;) )
Powtarzanie jest znaczące w rozwoju neurologicznym dziecka, na co kładą nacisk też inne pedagogiki: Montessori, nawet metoda flashcards Domana, czy Shichidy,

Ten rytm staram się właśnie odtworzyć. Chodzi w końcu o fundament rozwoju moich dzieci...

Leider habe ich mich entschieden, nicht so ausführlich über Waldorfpädagogik auf deutsch zu schreiben, weil sie hier in Deutschland bekannt und populär ist. Auch wenn es manchmal nur um Stereotypen geht, wie "den Namen tanzen" o.ä.
Ich finde die Pädagogik, auf jeden Fall, sehr interessant.

Und noch eins: ich bin FÜR homeschooling in Deutschland!

wkropka

4 komentarze:

  1. wkropko, to jest największa sztuka życia połączyć rytm z wolnością wyboru. Jak już to się opanuje to ech...
    No nic, będziemy się uczyć...od tego jest życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach.... Fajnie by było, gdyby to było już w "oprogramowaniu" człowieka w chwili jego narodzin.... Pomarzyć można... Pozostaje się uczyć ;)

      Usuń
  2. wkropka - rozumiem o co Ci chodzi z tym, ze nauczanie domowe mogłoby wiele uratowac w Niemczech. Dobrze to rozumiem. Ale z drugiej strony ... gdyby tak teraz masa dzieci tureckich zaczeła się uczyc tylko w domu, przy mamach, czesto bez zawodu, bez wiedzy nawet podstawowej ... to nie wyszloby. A poza tym, wydaje mi sie, ze Niemcy byliby (tez nie mozna generalizowac) zbyt leniwi. Duzo czytałam o pomocach Montessori na forach polskich i niemieckich dla porównania. Mama Polka widzi, ze drogo, ale mysli jak by tu wykombinowac zeby bylo taniej (moze jakis znajomy stolarz, praca wlasna itd.) Mama Niemka ( to tylko to co wyczytałam z forum) powie : Montessori pomoce drogie, za drogie i na tym jest koniec.
    Pozdrawiam serdecznie z Berlina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj rozumiem, rozumiem... Fakt, że te dzieci mają kontakt z poprawną niemczyzną dopiero w szkole, obniżając tym samym poziom reszty klasy, też nie robi łatwiej... Pozatym należałoby zweryfikować umiejętności osoby decydującej się na homeschooling. USA też jest wielokulturowe i jakoś to funkcjonuje.
      Mentalności i kultury są różne, nie osądzam ich, ale wiem, że ja mentalność mam polską ;) i wychodzę z założenia, że dla chcącego nic trudnego... Dlatego dużo pomocy, zabawek robię sama. Takie były kiedyś czasy ;) moja mama nauczyła mnie dużo pożytecznych rzeczy, takich "babskich", szycie, heklowanie, ogródek...tylko na gotowanie byłam oporna...do tego przymusiło mnie życie...i chyba daję sobie radę... Mój tata nauczył mnie ogólnopojętego majsterkowania... Nie dziwo, że zostałam architektem, po mamie kreatywność, po tacie technika ;)
      Tak wogóle to witam! Bloga Twego muszę zaś przejrzeć...
      Pozdrawiam

      Usuń