wtorek, 28 stycznia 2014

Week :::: 4/52

Miesiąc: styczeń
Pora roku: zima !
Faza księżyca: ostatnia kwadra
Edukacja domowa: Kamienie szlachetne i półszlachetne
Mama: lecznicze działanie tychże kamieni ;) medycyna alternatywna

Zmienna pogoda to nie pogoda dla nas... Nie ma miesiąca, w którym nie wylądowalibyśmy u lekarza.  To taka przypadłość starszaka - "zamiłowanie" do zapalenia ucha środkowego. Zaczyna się od zwykłego przeziębienia... Syropki, inhalacje i nici z tego... Po tygodniu lądujemy z gorączką i bolącymi uszami u naszej pani doktor. 
Kilka miesięcy temu przypomniałam sobie, jak to zbawienne dla mnie okazało się działanie pewnych "kuleczek". Kiedy byłam w ciąży, jedynym ukojeniem moich  mdłości (o matko, jak sobie przypomnę...) były homeopatyczne kuleczki. Po prostu poszłam kiedyś do apteki z wyrazem twarzy "dawaj mi tu coś, bo nie wyrabiam"... I miła pani dała mi na próbę malutkie szklane opakowanie z okrągłą zawartością... Jej wyraz twarzy: "rozumiem cię kobito, ale musisz to przejść, najlepiej bez chemicznych wspomagaczy". Po tygodniu wróciłam po jeszcze... Wmawiałam sobie: homeopatia nie zaszkodzi, a nawet jeśli to efekt placebo, to skoro pomaga - biorę...
Mdłości minęły... O kuleczkach zapomniałam... Gdy podczas karmienia piersią pojawiły się problemy, udałam się do tej samej apteki po poradę... Znów kuleczki, inne, ale mam wrażenie, że dałam sobie radę sama, więc o nich zapomniałam... Później ząbkowanie... Kuleczki... Dwa rodzaje: 1. Na bolące dziąsła (młody przestaje płakać), 2. Na uspokojenie-rumiankowe (młody zasypia w ciagu 15 minut)... Zadziałały za każdym razem... Wtedy pomyślałam: taki maluch to nie może być efekt placebo... 
Młodego po 2 latach karmienia odstawiłam w 3 dni. Kuleczki były od tej samej farmaceutki. Kobieta zna się na fachu. 
I tak przy każdej możliwej okazji dokupowywałam kolejne opakowanie...
W tamtym roku wypróbowaliśmy coś na kaszel i coś na katar... Kilka razy zadziałało do tego stopnia, że uchroniliśmy starszaka od kolejnej dawki antybiotyku, uchroniliśmy uszka przed zapaleniem. 
Niestety my tu swoje, a realia przedszkola są takie, że pani nie zawsze dopilnuje, starszaka zawiało i się nieźle doprawił. Więc trzeba było znowu "z grubej rury". Mówiąc szczerze nienawidzę lekkości lekarzy w podawaniu antybiotyku. Generalnie "ciężkich" lekarstw... Nie będę tu wywodów robić o koligacjach lekarzy z koncernami farmaceutycznymi, bo nie po to ten blog. Tylko jedno mam w tej sprawie koniecznie do powiedzenia. Dzieci, które otrzymują kontrowersyjną diagnozę ADHD (wyobraźcie sobie, jak przekręcam oczami), dostają receptę na leki je tępiące (bo jak tu coś takiego nazwać). Tylko dlaczego nie przepisany jest im np. zwykły magnez (brak tego elementu w organiźmie powoduje takie objawy). Porównajcie sobie cenę specjalistycznych leków i magnezu. Odpowiedź przychodzi sama....

W tym tygodniu zajmowaliśmy się z chłopakami kamieniami szlachetnymi i półszlachetnymi. Ich pochodzeniem, wyglądem... A ja w szczególności ich właściwościami leczniczymi... Tu narazie podchodzę do tego dość sceptycznie... Za mało wiem, za krótko wystawiona na działanie kamieni jestem ;)
Ale jedno mnie intryguje... woda ametystowa wg. przepisu Hildegardy z Bingen ;)
Jak już uda mi się ją zrobić i użyć - zdam relację ;)

wKROPKA

wtorek, 21 stycznia 2014

Week :::: 3/52

Miesiąc: styczeń
Pora roku: zima ???
Faza księżyca: pełnia
Edukacja domowa: Drzewo (bardzo zimowy temat ;P)
Mama: declutter, czyli wielki wyciep...

Porządek trza zrobić... Wielki wyciep, po nowemu declutter... Wyciep nie po to, by zrobić miejsce na nowe... Tylko byle zrobić miejsce, odkurzyć przestrzeń... Doszłam do wniosku, że wiele materiałów, które zrobiłam chłopakom straciło już na popularności, albo wcale jej nie miały... Nawet po jakimś czasie nabyłam umiejętność wybierania, co rzeczywiście jest potrzebne... I nie laminuję już wszystkiego, co popadnie... Nauczyłam się raczej inspirować pewnymi przykładami i wykorzystywać, używając to, co już mam w domu, nie dorabiać wciąż nowych rzeczy...
I tak jest dobrze...
Najlepiej jest wyczuć temat... Czekam na ich pytania... Wtedy organizuję tematykę naszych zajęć...
I tak mimo, że już kiedyś przerabialiśmy ten temat, znów padło pytanie, dlaczego choinki są zawsze zielone... I siup po materiały stare, i jak znalazł... Młodszy do wycinania pierwszy był, ale od oglądania materiałów wolał być strażakiem... Kiedyś i on spyta o choinkę... I znów sięgniemy po sprawdzone materiały... 
I tak jest dobrze...

WSZYSTKIM BABCIOM ŻYCZYMY ZDROWIA I POCIECHY Z WNUKÓW!
A NASZE BABCIE I DZIADKÓW W POLSCE CAŁUJEMY CAŁUŚNIE!

wKROPKA

czwartek, 16 stycznia 2014

Week :::: 2/52

Miesiąc: styczeń
Pora roku: zima ???
Faza księżyca: pierwsza kwadra 
Edukacja domowa: Trzej Królowie
Mama: test kuchni wegańskiej ;) (co ja znowu nie wymyślę...)


Poświąteczny, miły, ale jakby nie patrzeć, chaos wraca powoli do normy... Nadal zdarza się matce w rubrykę "data" we wszelakich dokumentach wspisać rok poprzedni, ale dajmy sobie czasu... 
Tak samo wracamy na drogę naszych domowych zajęć. Znów są w określonym czasie, znów wraca skupienie na ich wykonanie... 
I jest coś nowego... Gdy w tamtym roku próbowałam poznać Trzech Króli ze starszakiem, pozostało mu w pamięci... Panowie w koronach... Ja też chcę koronę... Ja też chcę być królem... Dziś wie, kim byli, do kogo podążali i... co przynieśli...  Kadzidło i mirra, to te dwie rzeczy, co dziwnie brzmią i trudno sobie na szybko przypomnieć... Ale złoto... Rozpozna wszędzie... Król ze skrzynią skarbów, jak to się wyraził. I tu należy uważać, bo dla nich obu posiadanie złota to symbol i tu uwaga... Piratów... Dobrze, że nie przyszło im do głowy, co by nasi znajomi mędrcy, zamiast na wielbłądach, na pirackiej łajbie przybyli, z przepaskami na oczach... Bo jak znam życie wyperswadować wyobrażony obraz z umysłu dziecka to nie lada gratka... 
A tak na marginesie... Zastanawia mnie fascynacja dzieci piratami... Media kreują ich na bohaterów, a to przecież zwykłe złodziejaszki... Nawet nie zaczynam z nimi tego tematu... Nie chcę im odbierać tych chwil, kiedy oblężają domowe sofy ( statki pirackie ) z masztami ze szczotki i żaglem z ręcznika, czekając na nowe przygody...

wKROPKA

środa, 8 stycznia 2014

Week :::: 1/52

Miesiąc: styczeń
Pora roku: zima
Faza księżyca: nów
Edukacja domowa: Nowy Rok
Mama: noworoczne postanowienia (lista rośnie)

Pogoda jaka jest, każdy widzi... Zabaw na śniegu brak. I nawet gdyby nasze zajęcia oprzeć o istnienie śniegu... Np. memory z płatkami śniegu, eksperymenty ze śniegiem, topienie, malowanie itp. To nijak nie możemy tych zabaw określić w czasie. Przyjdzie nam pewnie znów lepić śniegowego-wielkanocnego zajączka...
Ale co było... Fajerwerki były! I tu można coś pokombinować... Malowanie fajerwerków... Hit ostatnich dni... Klej z brokatem...

A ja nadal robię listę postanowień... Święta i czas poświąteczny to czas rodzinnej jelitówki, która rozłozyła każdego, kogo mieliśmy okazję spotkać...  Tylko szkoda tych pyszności wszystkich, bo jakoś nikt sie nie mógł zmusić do spożycia.

wKROPKA

piątek, 3 stycznia 2014

{ this moment } :::: december

{this moment} - A Friday ritual. A single photo - no words - capturing a moment from the week. A  simple, special, extraordinary moment. A moment I want to pause, savor and remember. 

If you're inspired to do the same, leave a link to your 'moment' in the comments for all to find and see.

~ Inspired by SouleMama


That was our december...


środa, 1 stycznia 2014

Life :::: 2013/2014

Rok... Kolejny... Czas... Szybko... W biegu... Spokój... Chaos... Zdrowie... Choroba... Bezsenność.... Zmęczenie... Radość... Płacz...
Z dziećmi zaczynam rozumieć, jak to właściwie mało czasu jest... Oni są tak absorbujący, kochający, rozwijający w tak szybkim tempie... Wszystko kręci się wokół ich dobra... Bunty czterolatka... Bunty dwulatka, takie, że na moje bunty nie mam już sił. A uwierzcie moje bunty potrafią być "konkretne" ;) kochanego męża mam, który nauczył się z nimi obchodzić... Chciałabym mieć w sobie tyle spokoju, co on... Tego mu zazdroszczę...

Co przyniesie nowy rok... Niewiadoma... 
Pewnie wypadałoby sobie zrobić jakąś listę postanowień... Żeby od czegoś zacząć... Nawet księżyc, który dziś jest w nowiu symbolizuje początek... Dzień nowiu to taki, gdzie należy zostawić za sobą to co złe, złe nawyki, złe przyjaźnie, po to by na nowo zrobić głęboki wdech i dać szansę sobie...

Czego sobie życzę... Oprócz tradycyjnego zdrowia... Więcej czasu dla książek, kocham czytać... 

W tamtym roku skupiłam się na organizowaniu rytmu w naszym domu... Udoskonalam to nadal... Widzę efekty, widzę, że warto...

Czego mi brakuje... Robienia zdjęć.... Kiedyś dokumentowałam wszystko... Świat cyfrowy daje tyle możliwości... tyle zdjęć... Tyle rozdarcia w wybieraniu z tysięcy zdjęć takich, które będziemy mieć w formie wydruku... I to ciągłe poczucie, dlaczego właściwie nie wybrałam tego zdjęcia, albo tego... I tych dwóch też.... I ta cała seria też ma coś w sobie...itd, itd...

Co odkryłam... Stosunkowo późno... INSTAGRAM... Rewelacyjny sposób udokumentowania na szybko, dla potomności, na pamiątkę, coś na modłę journala...

Chcę odkryć tak wiele...
Moja lista postanowień noworocznych nabiera kształtu...

A więc witam w tym nowym roku... 
Życzę Wam zdrowia... :) i tego, o czym sobie właśnie pomyśleliście

Pozdrawiam 
wkropka