czwartek, 20 marca 2014

Week :::: 11/52

Miesiąc: marzec
Pora roku: zima... Jeszcze tylko tydzień udawania...
Faza księżyca: pełnia
Edukacja domowa: powrót do korzeni, czyli "fingerspiele"
Mama: odpuszcza... Czas na nowe...
Szykujemy się na powrót do korzeni... Teatrzyk paluszkowy... Ćwiczenia małej motoryki...
Starszak z rozdzieleniem polskiej i niemieckiej gramatyki nie daje sobie rady... 
Nasza edukacja ograniczać się będzie do walki o każde poprawnie zbudowane zdanie...
Młodszy nie ma tego problemu...
A dlaczego paluszkowe zabawy... Bo dzieci wprawnie radzące sobie z małą motoryką, nie mają problemu z mową.
Najprościej dać dziecku zadanie... Dotknąć opuszkiem kciuka opuszków pozostałych palców tej samej ręki... Młodszy jak na fortepianie... Starszy musi pomagać sobie drugą ręką...
Mamy wrażenie, że jego język nie może nadążyć za myślami... 1000 na minutę...
Już od jakiegoś czasu nie trzymam się mojego planu edukacyjnego... Jest spontan... 
Dyskusja o 6-latkach w szkole, dała mi do zrozumienia, że moje podejście jest dwubiegunowe...
Z jednej strony Doman, wczesna edukacja, z drugiej: pozwólmy dzieciom być dziećmi jak najdłużej...
Sama już nie wiem...
Wczesna edukacja w domu.. Jako forma zabawy... Ok...
Ale 6-latek w ławce, siedzący na żądanie, najlepiej bez ruchu... To już dla mnie nie ok...

Mowa kształtuje się do 7 roku życia... Niewiele mamy czasu, by to naprawić... Mój starszak w PL wylądowałby w tym roku w szkole....
To byłaby do niego katastrofa... Prawopółkulowiec... Onieśmielony przez swą wymowę...
Czuję, że są momenty, gdzie jego hulające w nim myśli, nie pozwalają mu przekazać tego werbalnie...wyrzuca z siebie dźwięki, wymyślone wyrazy, żeby tylko coś powiedzieć (VSL)...To frustruje... Wiem o tym... Też tak mam... Jemu mogę pomóć... Mam nadzieję przynajmniej. 

A Młodszy, tak zapatrzony w starszego brata, przejmuje "druknąć guziki", czy "idziemy spazieren", "mama, ja Ciebie pomożem"... Może powinnam przestać poprawiać... Może to też go onieśmiela...

Aha... Zabawki schowane... Ostały się tylko nieliczne (z nielicznych w sumie= mamy tylko jedno pudło z lego=ok. 300-400 klocków=Młodszy potrafi je roznieść tak, że ma się wrażenie posiadania ich w liczbie tysięcy)... Ostały się tylko zabawki o małej ilości "składników"... Kilka... I kartki+kilka kredek... Zaczynamy od początku...
Reset...
Macie czasem uczucie, że potrzebujecie takiego resetu, czy też może szkoda Wam tego, co zrobiłyście do tej pory i czujecie niedosyt, że nie dobrnęłyście dalej?

wKROPKA

4 komentarze:

  1. podziwiam decyzję o "resecie".
    tak, myślę, że większość z nas tak ma. ale co ja tam będę za innych gadać.
    też tak mam czasem. choć ciężko jest nieraz pozbyć się rzeczy, przy których sama się nieraz namęczyłam, żeby je stworzyć.
    he to dopiero ćwiczenie równowagi wewnętrznej.

    podziwiam też, że jakoś tak łączysz te dwie kultury i dwa rodzaje edukacji, podziwiam, bo mi było zbyt ciężko i dlatego podjęliśmy decyzję o powrocie do Polski.
    .......
    jak czytam twojego bloga, wKropeczko, to mam wrażenie, że jest w nim dużo spokoju. czasem też trochę smutku (może się mylę), ale głównie spokoju. i aż wzdycham z utęsknieniem :)

    nie doczytałam - czy twój syn jest w przedszkolu waldorfskim?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj starszak jest w waldorfskim przedszkolu... Niedługo młodszy do niego dołączy...
      Piszesz spokój... To relatywne... Spokój i dwóch małych chłopców...hehe... Ale jakoś trzeba to ogarnąć, bo nikt za nas tego nie zrobi.. W chwilach zwątpienia sama sobie mówię: Matka Polska Superstar= co cię nie zabije to wzmocni ;)
      Ja podziwiam za decyzję o powrocie... Mi się bardzo chciało wrócić ok. 2 lata temu... Ale nic z tego nie wyszło... Zorientowałam się, że znajomi, którzy wrócili, cierpią na " syndrom emigranta", w PL stracili przyjaciół, kontakty, możliwości i chcieli by znów wyemigrować... Na emigracji, znowu wrócić... Diabelskie koło... Psychika siada... Wolę tego kółka nie otwierać i " tylko" strasznie tęsknić za rodziną w PL, za rodzicami....
      Pozdrowionka!

      Usuń
    2. no tak, powrót nie jest łatwy.
      ja po powrocie do PL mieszkałam najpierw sama z dziećmi w mieście, niby rodzinnym, ale czułam się bardzo samotna.
      ale jak wyprowadziliśmy się na wieś, to się okazało, że znaleźliśmy wiele przyjaznych rodzin - też edukujących domowo. to chyba wszystko zależy od miejsca, jakie sobie człowiek (czasem podświadomie) wybierze.
      no i na ile odpuszcza się stare (np relacje) a otwiera na nowe.
      "stare odchodzi, nowe przychodzi" :)

      ale gdybyśmy zostali w DE, pewnie też wysłałabym dzieci do przedszkola waldorfskiego :) ostatecznie do Montessori. choć w podejściu steinerowskim uwielbiam te kolory, bajki, mieszanie wyobraźni, magii i świata "normalnego", no i rytm.
      nie wszystko mi się podoba (np nauka o tzw "świętych"), choć pewnie jakieś tam uzasadnione podstawy to ma. ale i tak nie zastanawiałabym się nad wyborem szkoły.

      a co do spokoju :) no tak :) na blogu najczęściej opisuje się fajne wydarzenia :) my zimą mieliśmy mega-kryzys,ale blog wygląda całkiem fajnie :)

      Usuń
    3. O których świętych mowisz? Marcinie, Michale i Janie? To też " nasi" ;)
      To taka symbolika dla dzieci... Na podstawie tych opowieści są przekazywane wartości... Np. Dzielenie się z bliskimi. A świętowanie ich dni wyznaczają rytm w roku ;)
      Antropozofia to troszkę szersze zagadnienie... Trudno mi się zagłębić w jej tematykę, ze względów czasowych, a narazie brakuje mi konkretnych źródeł ;)
      A z wyprowadzką miałaś pewnie łatwiej też dlatego, że Twój màż jest Polakiem ;) w naszym przypadku, jedno z nas zawsze bedzię tęsknić za ojczyzną :/
      Pozdrowionka

      Usuń